Białe Kłamstwa
Kampania Vivy!

Krowy to łagodne, przyjazne i niezwykle inteligentne stworzenia. Uczą się poprzez naśladownictwo. Są zdolne do zapamiętywania informacji, rozwiązywania problemów i radości ze znalezienia rozwiązania. Rozumieją związki przyczynowo-skutkowe, zawiązują wieloletnie przyjaźnie i potrafią martwić się o przyszłość.

Przeciętny okres użytkowania krowy mlecznej w Polsce wynosi 3,1 roku. W celu utrzymania nieprze- rwanej produkcji mleka, co roku jest sztucznie zapładniana i rodzi cielę. Gdy już przestaje być wydajna, zostaje sprzedana na ubój.

Nie Twoja mama,
nie Twoje mleko

Cielęta są odbierane od matek niedługo po porodzie i trzymane zazwyczaj w pojedynczych kojcach, co powoduje u nich reakcje lękowe i duży stres. Zamiast mlekiem matki, cielęta karmione są jego sztucznym substytutem. W zależności od tego, czy są płci męskiej czy żeńskiej, po kilku miesiącach zostaną zabite na cielęcinę albo podzielą los swoich matek.

Wbrew powszechnie panującej opinii, mleko nie jest dla człowieka jedynym właściwym, niezbędnym i niezastępowalnym źródłem wapnia, a przez zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych, hormonów i czynników wzrostu przyczynia się do rozwoju chorób cywilizacyjnych.

Mleko a Zdrowie

Picie mleka według większości społeczeństwa to absolutnie naturalna czynność. Przedstawiciele dziesiątek gatunków robią przecież podobnie. Są jednak różnice: po pierwsze, inne gatunki piją je jako niemowlęta z piersi matki i nigdy nie robią tego przez całe życie. Po drugie, niespotykane w świecie zwierząt jest picie mleka innego gatunku! Przemysł mleczny, który jest stosunkowo młodą odnogą gospodarki, wpaja nam, że mleko jest bardzo ważnym składnikiem diety. A tak naprawdę na przestrzeni dziejów ludzie pili je w niewielkiej ilości. Dopiero po II Wojnie Światowej zanotowano nadmierne jego spożycie. Picie mleka przez całe życie i w dodatku od innego gatunku jest absolutnie nienaturalnym zachowaniem. A jeśli określamy je w ten sposób, siłą rzeczy możemy się posunąć do dalszych wniosków: skoro to nienaturalne, to prawdopodobnie również szkodliwe. Bingo!IGF-1 to insulinopodobny czynnik wzrostu odpowiedzialny m.in. za wzrost ludzi i krów. Nie wolno jednak zapominać, że proces ten cechuje się u każdego z gatunków innym tempem. Nawet niewielkie wzrosty poziomu IGF-1 u ludzi powodują podniesienie ryzyka zachorowania na wiele powszechnie występujących rodzajów nowotworów, włącznie z rakiem prostaty, piersi czy okrężnicy. Ponadto, pijąc mleko, spożywamy również ropę, która wycieka z zakażeń. Dopuszcza się nawet do 400 mln komórek ropnych na litr mleka!

Powszechnie wiadomo, że laktoza jest podstawowym cukrem w naszym organizmie Aby mógł ja strawić, najpierw musi ją rozbić na dwa mniejsze czynniki: glukozę i galaktozę. Potrzebny jest do tego tzw. enzym laktazy. Zanika on jednak u ludzi po okresie karmienia piersią i okazuje się, że prawie 75% globalnego społeczeństwa nie trawi tego cukru. W rezultacie prowadzi to do biegunki, nadętego i bolesnego brzucha, a niekiedy też do nudności i wymiotów. Inne objawy to bóle mięśni i stawów, bóle i zawroty głowy, letarg, kłopoty z pamięcią krótkotrwałą, owrzodzenia jamy ustnej, alergie (egzema, katar, zapalenie zatok, astma), arytmia serca, ból gardła, częstsze oddawanie moczu, trądzik i depresja (Lomer i wsp., 2008).
Kolejne, dużo poważniejsze choroby to osteoporoza, rak piersi i prostaty, rak jelita grubego, otyłość, cukrzyca, trądzik, wszystkie choroby układu krążenia.Po latach kampanii reklamowej trudno jest uwierzyć, że nabiał to tak naprawdę wróg kości. Okazuje się, że choroba słabych kości, osteoporoza, jest bardziej powszechna w krajach, w których spożycie nabiału jest największe. Wielka Brytania, gdzie wskaźnik spożycia nabiału i produktów mlecznych jest najwyższy, charakteryzuje się największą liczbą zachorowań na tę właśnie chorobę (Kanis i wsp., 2012). W Nigerii natomiast, gdzie spożycie nabiału jest znikome lub praktycznie nie występuje, zachorowalność nie została zanotowana (National Bureau of Statistics, Nigeria, 2010). Okazuje się, że podczas stosowania diety bogatej w produkty mleczne i białko zwierzęce dochodzi do utraty tkanki kostnej. Zaobserwowano to podczas badań na Eskimosach, których dieta opiera się przede wszystkich na tych produktach, a spożycie warzyw i owoców jest znikome (Mazess i wsp., 1974). Liczne eksperymenty przeprowadzane przez naukowców i dietetyków dowiodły, że ograniczenie spożycia białka odzwierzęcego obniża prawdopodobieństwo zachoowania na osteoporozę.

Okazało się ponadto, że zawarta w mleku krowim kazeina powoduje rozwój komórek rakowych, zaś spożycie warzyw i owoców hamuje ich rozwój. W społeczeństwach bogatych zaobserwowano o wiele wyższy odsetek zachorowalności na nowotwory (tzw. choroby dostatku). Głównymi winowajcami okazały się przede wszystkim ser, śmietana, masło, mięso oraz produkty mięsne, w tym mięso czerwone, drób i produkty przetworzone: wędliny, parówki, kiełbasa. Badania wykazały, że kobiety spożywające większe ilości białka zwierzęcego wykazują większość zachorowalność na raka piersi (Przegląd badań nad dietą i rakiem piersi opublikowany w Journal of the National Cancer). Z badań wynikło, że spożycie tłuszczów nasyconych zwiększa ilość estrogenu we krwi, a ten ma bezpośredni wpływ na rozwój komórek rakowych. Zmniejszenie ilości tłuszczów może zatem zapobiec chorobie. Jeśli chodzi o mężczyzn, sprawy mają się podobnie. Chodzi tu o raka prostaty. Tak jak z rakiem piersi, na jego rozwój główny wpływ mają czynniki środowiskowe i styl życia. Spożycie białka zwierzęcego w tym przypadku również podwyższa zachorowalność (Snowdon, 1988). Określono nawet czynniki bezpośrednio odpowiedzialne za rozwój choroby: estrogen, hormon wzrostu IGF-1, wapń z mleka krowiego i białko mleczne – kazeina. Wykazano również, że wapń z produktów mlecznych wiąże się ze zwiększonym ryzykiem, natomiast wapń z innych źródeł już nie (Allen i wsp., 2008).

Rak jelita grubego, choroba dotykająca głównie mieszkańców regionów bogatych, również ma związek ze spożyciem białka odzwierzęcego. Czynnikiem wyzwalającym kancerogeny jest w tym przypadku typ żelaza (żelazo hemowe) znajdujący się głównie w przetworzonych produktach zwierzęcych, takich jak wędliny czy parówki, a także w czerwonym mięsie.
Epidemia otyłości, która zdążyła już dotknąć Polskę, również wiąże się ze spożyciem mięsa i nabiału. Są one w czołówce czynników powodujących przyrost wagi, a to za sprawą znajdujących się w nich tłuszczów nasyconych. Mleko jest również głównym powodem występowania trądziku. Wiąże się to z nadmierną ilością zawartego w nim hormonu wzrostu, o którym była mowa wcześniej: IGF-1. Zwiększony poziom insuliny potrzebny do trawienia produktów mlecznych razem z IGF-1 sprawia, że komórki skóry są wrażliwe na działanie androgenów. Androgeny (hormony steroidowe) wykryte w produktach mlecznych, przyczyniają się do szybszego wytwarzania większych ilości sebum i komórek skóry. Rezultatem jest tłusta skóra i zatkane pory, w których bakterie mogą się namnażać.

Cukrzyca to choroba dotykająca ludzi na całym świecie. I znowu - spożycie mięsa i produktów odzwierzęcych ma niebotyczny wpływ na to zagrożenie. Tłuszcz znajdujący się w tego typu pokarmie jest tutaj głównym winowajcą. Niezależne badania wykazały, że jeśli nasze organizmy nie są w stanie poradzić sobie z ilością spożywanego tłuszczu, jego mikroskopijne kropelki zbierają się w komórkach i wpływają negatywnie na ich reakcję na insulinę. Nawet jeśli organizm produkuje wystarczające ilości insuliny, tłuszcz w komórkach blokuje właściwe reakcje. Komórki mięśniowe w odpowiednich warunkach magazynują niewielkie ilości tłuszczu jako rezerwę energetyczną, jednak u osób chorujących na cukrzycę insulinozależną tłuszczu może być nawet o 80% więcej niż u osób zdrowych. Otyłość wiąże się bezpośrednio z tą chorobą. Dowiedziono naukowo, że odpowiednia dieta może zmniejszyć ryzyko zachorowania, cofnąć jego postęp a nawet mu zapobiec.Jeden z największych pro-blemów zdrowotnych naszych czasów, choroby układu krążenia, też są związane ze sposobem odżywiania i spożyciem produktów zwierzęcych i odzwierzęcych. Pionierem w niekonwencjonalnym leczeniu tych schorzeń jest dr Caldwell B. Esselstyn, który zdecydował się jako pierwszy zastosować terapię w postaci diety u ludzi z problemami układu krążenia. Efekty były niesamowicie zadowalające. Zalecał spożycie warzyw i owoców, ziaren i roślin strączkowych. Wykluczył z menu całkowicie mięso, drób, ryby, nabiał, orzechy, olej i awokado. Po kilku miesiącach zaobserwowano znaczący regres u badanych pacjentów dotkniętych problemami z krążeniem. Próba ta była kontynuowana z podobnymi rezultatami: żadnych leków czy terapii opartych na zabiegach chirurgicznych nie można porównać z tymi wynikami (Campbell i wsp., 2005).

Dieta wegańska ma też wpływ na zmniejszenie problemów z nadciśnieniem.
Współczesna nauka i medycyna mówią jasno: należy w końcu obalić mit o zdrowym wpływie mięsa i nabiału na zdrowie i życie człowieka. Widać bowiem jak na dłoni, że jest zupełnie odwrotnie. Jeśli nie chcemy obawiać się wymienionych wyżej chorób i mieć zdrowe kości, musimy wykluczyć produkty pochodzenia zwierzęcego z naszych jadłospisów, zamieniając je na pełnowartościową dietą roślinną bogatą w owoce, warzywa, grzyby, rośliny strączkowe, orzechy, nasiona i niewielkie ilości tłuszczów roślinnych. Należy się w końcu przeciwstawić latom propagandy przemysłu mlecznego . Szczególnie, że aktualnie sklepy ze zdrową żywnością, a nawet regularne supermarkety, proponują nam całą gamę produktów na bazie roślin, którymi w powodzeniem można zastąpić nabiał i mięso i dzięki temu uchronić nasze zdrowie, a nawet życie.

Przemysł Mleczny

Kampanie reklamowe producentów mleka od lat wpajają społeczeństwu błędne pojęcie na temat wpływu mleka i produktów pochodnych na zdrowie i kondycję człowieka. Ponadto, wśród konsumentów utarł się obraz szczęśliwej, zrelaksowanej krowy mlecznej pasącej się na łące. Są to wszystko kłamstwa służące do napędzania machiny przemysłu mlecznego, która przy odpowiednim cięciu kosztów, głównie kosztem niewinnych zwierząt, przynosi spore dochody.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 roku pogłowie bydła liczyło 2,1 mln sztuk, wskazując nieznaczny wzrost w skali roku o 0,7%. Zwiększenie liczebności stada bydła ogółem wynikało ze wzrostu pogłowia cieląt o 3,7% i młodego bydła w wieku 1-2 lat (o 6,7%).

Aktualnie w Polsce hoduje się przede wszystkim dwie rasy bydła: czarno-białą (polską holsztyńsko fryzyjską), która stanowi 95% ogółu i czerwono-białą (3,5%). Pozostałe rasy to simentalska– 0,8% populacji krów, polska czerwona oraz Montbeliarde i Jersey, które są mało popularne ze względu na swoją niewielką wydajność.

Szacuje się, że Polska znajduje się w czołówce producentów mleka na świecie. Plasuje się już na 10 miejscu – produkujemy 11,2 ton mleka rocznie. W Europie zajmujemy 6 miejsce. Środowiska producentów mleka utrzymują, że w kraju trwa aktualnie kryzys związany z problematycznym wdrażaniem norm i nowych technologii w produkcji mleka narzucanych przez Unię Europejską. Nie zmienia to faktu, że w skupach produktów odzwierzęcych mleko wynosi prawie 80%. Jesteśmy też jednym z największych konsumentów mleka na świecie. Mimo tendencji spadkowej spożycia mleka, według badań GfK, prawie co trzeci Polak pije je już 2-3 razy w tygodniu. Poza tym bogatsza grupa konsumentów wybiera produkty wytwarzane na bazie mleka, a nie samo mleko, takie jak napoje mleczne albo jogurty, co może fałszować dane na temat tendencji spadkowych spożycia.

Krowy określane jako niskowydajne dają około 20 kg mleka dziennie, wysokowydajne - nawet 40 kg. Reguluje się to podając pasze treściwe w zwiększonej ilości. Jest to jednak kosztowny sposób. Można obrać dużo prostszą taktykę: wystarczy doić krowy trzy razy dziennie. Stosuje się to powszechnie w rolnictwie i może zwiększyć wydajność zwierzęcia nawet o 6 kg mleka dziennie. Tak więc, w obliczu aktualnej koniunktury, mamy w Polsce kryzys na rynku mlecznym. Co za tym idzie, hodowcy, żeby się na nim utrzymać i nie ponosić strat, szukają nowych, często bardziej inwazyjnych sposobów eksploatacji zwierząt. Odbija się to bezpośrednio na sytuacji krów. Jest to bowiem przede wszystkim kwestia zmniejszenia kosztów związanych z żywieniem.

Przeciętny okres użytkowania zwierzęcia trwa 3,1 roku, a każda krowa podczas tego okresu daje średnio około 22 tysiące kg surowca. Eksploatację zaczyna się średnio po ukończeniu 1 roku życia, kiedy to dokonuje się pierwszej inseminacji, czyli sztucznego unasieniania. Polega ona na mechanicznym umiejscowieniu nasienia buhaja w drogach rodnych samicy, w celu zapłodnienia i wydania na świat potomstwa. Zabieg jest wykonywany podczas rui samicy za pomocą specjalnego pistoletu. Średnio, podczas swojego życia krowy zapładniane są nawet 4 razy zanim trafią do rzeźni. Dlaczego się to robi? Proste: krowa podczas ciąży i bezpośrednio po niej przechodzi laktację. Proces ten trwa średnio do 6 roku życia, po czym krowa zostaje wysłana do ubojni. Oczywiście jeśli nie zapadnie wcześniej na jedną z wielu chorób spowodowanych działalnością człowieka i nie stanie się przez to bezużyteczna dla przemysłu mleczarskiego. Wtedy trafia do rzeźni szybciej i jako mięso gorszej jakości trafia np. do burgera. Los krów na farmach mlecznych nie jest sielanką. Koszmar trwa tam nieprzerwanie. Po sztucznym zapłodnieniu krowa jest, mimo cielaka noszonego pod sercem, dojona przez 7 z 9 miesięcy trwania ciąży. Często już wtedy zaczynają się pierwsze problemy ze zdrowiem. Cielak jest odbierany od matki niedługo po porodzie zaraz po wypiciu siary, czyli pierwszego mleka rodzicielki, zawierającego przeciwciała. Już nigdy potem nie zobaczy swojej mamy (chyba, że jest płci żeńskiej i za jakiś czas, już jako krowa mleczna, dołączy do reszty dojnego stada). Te zaś często muczą nawet po kilka dni, w nadziei, że odzyskają swoje dziecko. Mimo tego, że młode potrzebuje mleka średnio 5-6 razy dziennie, będzie dostawało jego substytut i to zwykle tylko 2 razy dziennie. Preparat mlekozastępczy podaje im się w wiadrach ze smoczkiem lub za pomocą tzw. "sztucznej matki", czyli ciasnej maszyny, do której wchodzą kolejno głodne cielęta. Maluchy są przez pierwsze miesiące izolowane w ciasnych budkach, tzw. igloo, słabo chroniących przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi i bez szansy na kontakt z innymi osobnikami. Alternatywą, spotykaną raczej w mniejszych gospodarstwach, jest ciemny cielętnik, gdzie młode dorastają w zaduchu i ścisku, ssąc wszystko, do czego mają dostęp (np. ogrodzenia). Lansowany przez przemysł obraz cielęcia z krową mleczną na zielonej łące, choć rzadko, zdarza się, niestety jest tu raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę. Dla hodowców przemysłowych jest to bowiem postrzegane jako zbytnia rozrzutność. A to właśnie oni prowadzą produkcję mleka, za które tysiące ludzi codziennie płaci w sklepach.

Osobniki płci żeńskiej dzielą los swoich matek, zaś płci męskiej są zazwyczaj przez kilka miesięcy hodowane na cielęcinę. Zdarza się też, że jako niepotrzebny produkt uboczny produkcji mleka są zabijane niedługo po urodzeniu i oddawane np. na karmę dla psów myśliwskich. Jeśli natomiast należą do odmiany mięsno-mlecznej, są przez kilka miesięcy intensywnie tuczone na wołowinę i sprzedawane potem jako mięso gorszej jakości. Praktyki stosowane przy produkcji mleka narażają krowy na liczne, często bardzo dotkliwe problemy zdrowotne i urazy ciała. Nie wspominając o stresie, ciągłym strachu i wyczerpaniu organizmu. Życie w fatalnych warunkach i bez światła dziennego powoduje zmiany w psychice zwierząt, prowokując przeróżne zachowanie, np. agresję. Można by wymieniać długo konsekwencje obciążenia organizmu krowy ciągłą eksploatacją: bolesne zapalenie wymion, kalectwo (kulawizny), choroby metaboliczne, bezpłodność i komplikacje (często śmiertelne) przy porodzie - to tylko kilka z przykładów.

Krowy są eksploatowane do granic swoich biologicznych możliwości cierpiąc chroniczny głód, ponieważ ich organizm musi wyżywić zarówno je same, cielaka, jak i spełnić normy hodowlane zadowalające kieszeń producenta. Ponadto powinny leżeć średnio 12-14 godzin dziennie, ponieważ ich metabolizm tego wymaga. Nie pozwalają na to warunki w halach produkcyjnych. Zwierzę jest trzymane w niewygodnej klatce, gdzie musi wybrać pomiędzy leżeniem i regeneracją a pożywianiem się. Wiele umiera z powodu tzw. gorączki mlecznej. Jest to choroba spowodowana niedoborem wapnia, który jest ustawiczne odprowadzany z organizmu wraz z mlekiem i nie jest wystarczająco uzupełniany. Wiele krów umiera na tę, notabene w 100% uleczalną, chorobę. Kalectwo jest znowu jednym z najbardziej trywializowanych powodów cierpienia krów. Wiele jest zwyczajnie zostawianych w bólu, by dalej produkowały mleko. Ok. 20% chorób stanowi ochwat (bolesne zapalenie tworzywa ściany racic), reszta to całe spektrum problemów związanych z nogami, spowodowanych nadmiernym i nierównomiernym obciążeniem ciała przez nabrzmiałe wymię, okaleczeniami podczas porodu, permanentną niewygodą oraz traktowaniem przez człowieka. Krowy często nie mają szans na wygodne położenie się, a tylne nogi nierzadko znajdują się przez cały czas w gnojówce. Obrzmiałe wymiona pełne mleka deformują tylne nogi zwierzęcia, nieodwracalnie je odkształcając.

No i wreszcie zapalenie wymion, bardzo bolesna infekcja bakteryjna – choroba zawodowa wysokowydajnych krów. Przy dużej produkcji mleka gruczoły bardzo szybko się zużywają, przez co organizm musi je stale odbudowywać. Martwe komórki są usuwane i dostają się do pitego przez nas mleka. Podobnie jak leukocyty i erytrocyty z krwi zwierzęcia. Wymęczone gruczoły krowy są bardzo podatne na wszelkie infekcje, przez co zwierzę jest cały czas narażone na pieczenie, swędzenie i stały ból wymion, opuchniętych i twardych. Wyniszczony i wymęczony układ odpornościowy, przy niedostatecznym karmieniu i braku efektywnego odpoczynku nie jest wstanie bronić się przed chorobą. Producenci leczą tę przypadłość antybiotykami, które w bolesny sposób są wstrzykiwane prosto do kanału gruczołu mlecznego. Kiedy krowa jest zakażona, ponad 90% komórek somatycznych w jej mleku stanowią neutrofile, zapalne komórki immunologiczne, które tworzą ropę. Summa summarum, zgodnie z prawem, w 1 litrze mleka znajduje się nawet do 400 mln komórek somatycznych, które wypija konsument.

A krowy cierpią ustawiczny, nieprzerwany ból. Dewastacja organizmu doprowadza też często do bezpłodności, co oczywiście czyni z krowy bezużyteczną, skazując ją na wyrok śmierci. W raporcie stworzonym przez European Food Safety Authority możemy przeczytać m.in., że jeśli krowy nie są trzymane na pastwisku przez część roku, lecz są stale w systemie przemysłowym, zwiększa się ryzyko kulawizn, problemów z racicami, zapalenia macicy, ketozy, zatrzymanego łożyska i różnych infekcji bakteryjnych (EFSA, 2009). W małych gospodarstwach rolnych zwierzęta są w reguły wypasane na łąkach i mają kontakt ze światłem dziennym i świeżym powietrzem. W masowym chowie przemysłowym, gdzie są trzymane całe życie w kojcach, nie mają szans na takie luksusy.

Los krów podzieliły też kozy, których mleko i wyroby na jego bazie robią ostatnio coraz większą furorę. Promuje się je jako bardziej zdrową i humanitarną alternatywę. W rzeczywistości kozy na farmach przemysłowych dzielą na dokładnie taki sam los co krowy. Młode kozły są boleśnie kastrowane bez znieczulenia i hodowane na mięso, a samice sztucznie zapładniane w okrutny sposób - poprzez dwukrotne przebicie powłok brzusznych i wkłucie strzykawki z nasieniem wprost do rogów macicy. Dokładnie tak samo zapładnia się owce. Dokonuje się tego uwiązując zwierzę głową i grzbietem w dół na specjalnym poskromie. Zabieg taki jest nie tylko bolesny, ale i w gruncie rzeczy zbędny. Kozy i owce nie mają bowiem zwykle żadnych problemów z zajściem w ciążę. Metoda laparoskopowa jest stosowana wyłącznie z przyczyn ekonomicznych - oszczędza bowiem niewielki procent nasienia, które swoją drogą nie jest zbyt drogie w przypadku tych gatunków. Każdy grosz oszczędności w kieszeni hodowcy jest jednak jego zdaniem wart kolejnego zbędnego cierpienia.

Los oparty na bólu, strachu, sztucznie wywoływanej ciąży, odbieraniu dzieci, ciągłej eksploatacji, chorobach i wczesnej śmierci. Dla produktu, który wbrew temu, co mówią producenci nie zapewnia naszemu organizmowi zdrowia, a wręcz mu szkodzi.

Polska rzeczywistość

Myślisz, że jedynie za granicą jest źle, a Polsce są tylko takie miejsca, gdzie szczęśliwe krowy pasą się na łąkach?

Wkrótce publikacja materiału ze śledztwa z lat 2015/2016

Materiały Informacyjne

Broszura "Dlaczego nie potrzebujesz nabiału" -> Link

O kampanii

Kampania powstała w celu sprostowania mocno sfałszowanego obrazu krów mlecznych, jaki kreują producenci i który wpaja się nam od najmłodszych lat.

Nie ma szczęśliwych krów, które „dają” nam mleko, bo są do tego stworzone. To człowiek wymyślił, że będzie zabierać na własny użytek mleko, które jest przeznaczone dla cieląt. I robi to na skalę przemysłową, traktując żywe istoty jak przedmioty, jak maszynki do produkcji mleka. Wiąże się z tym cierpienie, zarówno fizyczne jak i psychiczne, a na końcu zawsze jest rzeź – po latach pracy krowy nie mają zapewnionej spokojnej starości. Nie musisz się na to godzić, nie musisz się do tego przyczyniać.

Zostań Wege

Kontakt

Masz pytania? Chcesz do nas dołączyć i wspólnie z nami działać na rzecz zwierząt?

Napisz!
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.